niedziela, 22 lutego 2015

Miejsko - nieczarodziejsko



  Couple, Love, Rest, Park, Grass, City, Other wallpapers
photo from here


Wpadł mi w ręce artykuł poświęcony relacjom z międzynarodowej konferencji „Vestire il Paesaggio”.
Z 2013r ...
Zdecydowałam się, że mimo przestarzałej daty jednak o nim napiszę przede wszystkim dlatego, ponieważ to, o czym zaledwie wspominał p. Wojciech Górka jest nadal aktualne. Niestety. Czytając relację z "Vestire..." nie myślałam już o tym, jakie szkółki zaprezentowały i co, tylko o tym, jak istotny problem ewoluuje w polskim krajobrazie miejskim.

Na początek mała dygresja z mojej strony. Od dłuższego czasu obserwuję z niepokojem, jak "gospodarka deweloperska" zaczyna dominować w krajobrazie dużych miast. Każdy skrawek ziemi poświęca się na inwestycje budowlane, zapominając nagminnie o zielonych przestrzeniach. "W pień" wycina się stare drzewa, których kondycja jest jeszcze bardzo dobra, powstają betonowe pustynie. Pustynie, które lada chwila zapoczątkują bardzo negatywne zjawiska.
Nie chodzi mi bowiem jedynie o powtarzaną wszędzie potrzebę udziału zieleni w miejskim krajobrazie ze względów mikroklimatycznych i wizualnych, procentowego udziału zieleni w procesach fotosyntezy itd. Myślę głównie o zjawiskach socjologicznych i społecznych, ponieważ brak zieleni prowadzi często do gorszego samopoczucia, narastającej frustracji, negatywnych emocji.
Prostym przykładem są młode mamy jeżdżące z wózkami wzdłuż ulic, ponieważ w pobliżu miejsca zamieszkania nie mają skrawka zieleni. Zmienił się diametralnie charakter życia, głównie młodych ludzi: długo pracujemy, często soboty i niedziele spędzamy w domach, funkcjonujemy często dzień w dzień na tych samych przestrzeniach. Jak w takiej sytuacji nie szukać "czegoś zielonego" po drodze? Nie odkrywam nic nowego, ale dołączam do grupy sygnalizującej ten problem.

P. Górka pisze we wspomnianym artykule, że Włosi mogą pochwalić się większą dbałością o kulturę ogrodniczą, która jest tam poparta dokładnymi przepisami prawa, które chronią lokalny charakter zabudowań dbając o tradycyjny obraz okolicy (!).
Włosi wiedzą, jakie stosować parametry zabudowań, jakich kolorów mogą używać do elewacji, jakie okna wybierać. I do tego dochodzą również wskazówki od architektów krajobrazu, którzy odpowiadają za odpowiedni dobór gatunków i stylu projektowanych przestrzeni. Tam nie ma wolnej amerykanki. A w Polsce? ...

Pamiętajcie, że możecie przyczynić się do zmiany tego stanu. Wielu z Was planuje zakup mieszkania/domu. Pamiętajcie o tym, że lokalny charakter zabudowań jest ważny, zwracajcie uwagę na plan zagospodarowania okolicznego terenu - czy deweloper zapewni Wam odpowiednią ilość zieleni w okolicy. Nie decydujcie się na kupno nowego miejsca zamieszkania jedynie ze względu na atrakcyjną cenę, ponieważ w dłuższej perspektywie sprawy, o których wspominam odezwą się i mogą stać się uprzykrzeniem.
Dbajmy o propagowanie idei dbałości o tożsamość miejsc. To są takie trywialne i nieco naiwne postulaty ale jestem przekonana, że sprawy, o których piszę dotykają sposobu, w jaki żyjemy a to przekłada się na to jakiej jakości jest nasze życie.



niedziela, 15 lutego 2015

kulinarnie: muffinki truskawkowe





Wróciłam do przepisu starego jak nie wiem co. Dostałam go od Agaty. Jest uniwersalny i można do niego "wpychać" nie tylko truskawki, ale każde inne owoce, nawet czekoladę ;-)

S k ł a d n i k i :

mokre:
- 2 jajka
- 1 szkl. maślanki
- 0,5 szkl. oleju
- 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (nie mylić z olejkiem)
- truskawki (mogą być mrożone)

suche:
- 2 szkl. mąki
- 1 płaska szklanka cukru
- 1-2 łyżeczki proszku do pieczenia

Można ew. przygotować kruszonkę na wierzch.


P r z y g o t o w a n i e :

Mieszamy oddzielnie suche składniki, oddzielnie mokre.
Następnie łączymy wszystko i napełniamy formę do muffinek w 1/3 wysokości.
Pieczemy w temp. 180'C przez ok. 20-25 minut.
Wyjmujemy.
Studzimy.
Zjadamy.
Wspominamy ;-)


czwartek, 5 lutego 2015

ogrodowo: wspomnienia z Chelsea

Photo by nadolnyanna.com & leatelier.pl



Przeglądałam ostatnio zdjęcia do portfolio i wpadły mi w ręce te pierwsze, najważniejsze z Chelsea Flower Show 2010... Wróciły wspomnienia...

Pamiętam ten tłok ludzi, wszechobecną aurę "zachwytu nad", lęk, że nie zdążę wszystkiego obejrzeć, bo przecież zostało już tak mało czasu a wszędzie chcę wszystko dokładnie zobaczyć...
Stałam właśnie przy jednym z prezentowanych ogrodów ("ciekawe, jak skonstruowali ten dach?..."), kiedy ktoś zawołał do mnie po angielsku:
- hej! Zapraszam na teren ogrodu! Z takim aparatem musisz tu być!
(spojrzałam na Canona, "hm.. nie wiedziałam, że on działa jak przepustka" a następnie, kto mnie zaprasza i gdzie). Wołał do mnie sam Ian Baker i zapraszał uchylając barierkę, gdzie? Aż trudno w  to uwierzyć, na teren swojego prezentowanego ogrodu! Tego się nie spodziewałam. Czy to nie niesamowite? Jako j e d y n a  łaziłam sobie jak gdyby nic po konkursowej prezentacji niczym osobisty fotograf Iana  i pstrykałam zdjęcia: to tu, to tam, od strony wody, od kamyczków itd. Na dodatek mogłam z bliska obejrzeć dach, który mnie tak intrygował.
Znowu zaczyna padać gwałtowny deszcz (tak non stop od rana). Znowu słyszę, jak ktoś do mnie woła:
- Padaaa! zapraszamy do nas! Chodź pod dach (łobuzerski śmiech grupki ludzi spod "dachu, który mnie tak zaintrygował").
Nie sposób nie skorzystać z takiej okazji. Podchodzę, witam się ze wszystkimi, toczymy niezobowiązującą dyskusję na temat pogody.

...

Życie potrafi jednak zaskakiwać ;-)

Photo by nadolnyanna.com & leatelier.pl

Photo by nadolnyanna.com & leatelier.pl

Photo by nadolnyanna.com & leatelier.pl

Photo by nadolnyanna.com & leatelier.pl

Photo by nadolnyanna.com & leatelier.pl

Photo by nadolnyanna.com & leatelier.pl